Puzzel.

Nie ma co ściemniać, nie piszę.

Widzicie sami. To mnie nie ma tydzień, potem dwa, a w końcu nawet trzy i, co najgorsze, nic sobie z tego nie robię.

Podobno nic nie pisze się dla siebie, bo zawsze piszesz, żeby coś komuś powiedzieć, dla siebie pisze się co najwyżej listę zakupów, którą potem można wyrzucić.

 

Tak sobie przelatuję przez blogaska i myślę, co chciałam, i komu, kiedyś powiedzieć?

 

Że wszyscy kłamią. Wszystkim musiałam mówić, że cały świat to kłamstwo, prześwietlony film z aparatu wyrafinowanego fotografa-kłamcy, który rozmywa najistotniejsze szczegóły, a tym samym, niszczy w nas wzrok, bo twierdzi, że trzecie oko to bujda. W jednej kieszeni ma krzyż, w drugiej gwiazdę, w trzeciej zwitki świętej księgi, a tak naprawdę, wierzy tylko w pieniądze i władzę.

Dalej tak myślę.

 

Potem chciałam  powiedzieć wszystkim, że jestem inna, że mnie stać na więcej, (jak juz przestanę pić i balować) że jestem lepsza niż inne. Mówiłam do anonimowych uszu, które czasem się materializowały, ale znikały tak szybko, jak stan upojenia alkoholowego, kiedy dobijesz się o jednym kielichem za dużo i zaczyna się piekło.

Mówiłam do tych, którzy mieli to w dupie.

Bolało.

 

Mówiłam też do kobiet, że nie muszą być ładne i szczupłe, bo mogą więcej, przytaczałam rozsądne argumenty, po czym wrzucałam notkę, wyłączałam kompa, stawałam przed lustrem i nienawidziłam tego, co widzę tak bardzo, że nie umiałam oddychać, zawsze było mnie za dużo, zawsze byłam brzydka i miałam taka pozostać na zawsze, mimo tysięcznej diety i wyciskania na siłce.

To bolało jeszcze bardziej.

Teraz w pokoju stoja mi 2 wielkie siatki ciuchów, w których są praktycznie same spodnie. Wszystkie są za ciasne, chodziłam w nich ‘za dobrych czasów’, czyli takich, kiedy nie jadłam.

Nigdy nie byłam z siebie bardziej dumna, niż teraz.

 

W końcu, któregoś dnia, byłam gotowa na to, żeby mówić do siebie. Bez masek, bez nowomodnego pierdolenia o niczym, bez udawania, DO SIEBIE.
Zaczęłam głaskać siebie słowami, wyrównywać te ostre kąty, które wbijały się w ciało i mózg, i tak bardzo bolały. Zaczęłam mówić do swojego strachu. Zaczęłam sobie tłumaczyć pewne rzeczy.

 

Aż w końcu, zaczęłam mówić do Ciebie i te wszystkie bezdomne, niewypowiedziane  słowa znalazły sobie idealne miejsce, wiesz. Ostatni puzzel, żeby wszystko grało.

Nie chcę już mówić do wszystkich, Koty.

Nigdy też nie byłam w takim miejscu, jak teraz, pewnie brzmi to śmiesznie, bo podobno wciąż jestem za młoda i mam się nie zarzekać, bo teraz ludzie zmieniają płeć i przekonania co 2 tygodnie, więc nie myśl sobie, że coś jest na zawsze.
Dobro jest na zawsze, czaisz, a ja tu nie widzę nic innego.

zdjęcie: via TheClassyIssue

Dodaj komentarz