Nie umiem.

Update: dzisiaj jest poniedziałek, wiem. A zamiast zgubionego dezodorantu miałam dziś tak obsrane auto, że musiałam jechać na stację umyć szybę, a po robocie musze jechać na myjnię.
Boję się, że wyjdą mi dziury przez te 8 h.

Taki leniwy ten piatek, słonko świeci, zapomniałam miliona rzeczy, wychodząc z domu, jak zwykle, między innymi zgubiłam w domu, KURWA W POKOJU, dezodorant, po który musiałam jechać do TESCO, o godzinie 7:30.

 

I w ten leniwy piątek podejmuję na nowo próbę rozeznania się, co się na świecie dzieje, wchodzę na magazyn Dazed i widzę panią Stefanię Ferrario i czytam z Nią wywiad i jestem tak bardzo zmęczona.

 

Bo modelki “Plus Size” powinny zrzucić plus i być po prostu rozmiarem, bo rozmiar jest czysty, nie posiada stygmatu, większe nie znaczy grube, przemysł nas szufladkuje, chude mają wiencyj wszystkiego, a na pewno wiencyj koksu, bo podobno po koksie nie chce się jeść (o tym akurat w wywiadzie nie było mowy).

Mam dość pierdolenia o figurach, tak jakby to był jakiś temat w ogóle.
Modelki są chude, bo są wieszakami i tylko tyle, niektóre z nich starają się wybić z funkcji wieszaka i mówią o swoich lesbijskich fazach w życiu, imprezach, albo, wręcz przeciwnie – o fizyce kwantowej.
Na wieszakach dobrze leżą ubrania, bo nie zostawiają pola popisu dla wyobraźni, są przezroczyste i na pierwszym miejscu stawiają dzieło, czyli ta szmatę, którą się ma na sobie.

 

Z kolei na modelkach dobrze leży ciało, opakowane w to dzieło.

 

Modelki sprzedają to swoje ciało, tak jak robią to hostessy, fotomodele i inni.
ZROZUM TO.

Niekoniecznie muszą być chude, mogą być zaokrąglone, mogą nawet być grube, BO ICH CIAŁO JEST TOWAREM, a podejrzewam, że podaż będzie na każdy typ.

 

I jak jeszcze niedawno grzmiałam na ten sam biznes, lansujący modę na ciało, które jest idealne, to teraz sama pukam się w głowe i myślę sobie, że olewam ten temat po całości.
Głodźcie się, jak chcecie, skoro to jest modne, bądźcie sobie fit, jeśli to Wam daje ulgę, bądźcie też w końcu grubaskami, skoro w ten sposób walczycie o lepsze jutro.

Fajnie byłoby, gdyby zatroszczyć się o głowę bardziej niż o obwód ud, no ale nie wymagajmy za dużo.

 

Potem wchodzę na fejsika i patrzę komentarze pod udostępnionym filmem o chowie przemysłowym, gdzie pokazują ludziom, jak na żywo mieli się kurczaki na przykład.
I czytam te komenty, że olej palmowy i nowalijki w styczniu to też niszczą świat, że roślinożercy coś tam i zbiera mnie na wymiot, nie umiem się powstrzymać, wstyd mi za to teraz, zadaję proste pytanie,

 

jak bardzo odpowiadanie w stylu “ale oni też, bo Wy to w ogóle też robicie źle” jest odwracaniem kota ogonem i szukaniem usprawiedliwienia?

 

Wyłączam telefon przy haśle wegehejt. I uwadze, żebym sobie poczytała o oleju.

Obiecuję sobie, ostatni raz.
Będę internetowym plebsem.
zdjęcie: via TheClassyIssue

Dodaj komentarz